Rodzice o Szkole

RODZICE O SZKOLE

Początkowo miałam obawy

Naszą rodzinną przygodę z przedszkolem, a potem ze szkołą „Żagle”, zaczęliśmy w 2006 r., gdy szukaliśmy miejsca na dom; jeszcze dzieci nie było na świecie – pisze p.Justyna, mama Stasia. –  Gdy już znaleźliśmy nasze miejsce na ziemi, Mąż doszukał się w pobliżu przedszkola Strumienie oraz szkoły i zachwalając je zaczął mnie przekonywać. Początkowo miałam obawy dotyczące przede wszystkim podziału szkoły na żeńską i męską, ale zalety przeważyły nad wątpliwościami. Odpowiadało nam, że placówki wyznają bliskie nam wartości. Cenimy to, że szkoła stawia sobie, a także dzieciom i nam, cele wychowawcze bazujące na budowaniu trwałych fundamentów pod dorosłe życie: pracowitości, uczciwości, pomocy innym. Spotkania z opiekunem, wykłady, kontakty z innymi rodzinami są dla nas przyczynkiem do refleksji nad naszym codziennym życiem i jego udoskonalaniem. Z czasem moje obawy dotyczące podziału między chłopców i dziewczynki ustały i teraz widzę, że brak płci przeciwnej w trakcie zajęć lekcyjnych nie jest żadną wadą, a jedynie zaletą. Od znajomych z innych kręgów słyszałam, że posyłając synów do szkoły męskiej pozbawiamy ich możliwości przyzwyczajenia się do realiów dzisiejszego świata, w którym kobiety decydują, pełnią funkcje kierownicze, są przebojowe i nowoczesne. Odpowiadałam, że wręcz odwrotnie, wzmacniamy chłopców, aby umieli stawić czoła aktualnej sytuacji społecznej jako dojrzali i pewni swojej wartości mężczyźni. Wtedy jeszcze o tym nie wiedzieliśmy, ale teraz już wiemy, że tak naprawdę wiele wymaga się nie tylko od dzieci, ale przede wszystkim od rodziców i to jest zaletą nawet większą niż kwestie czysto edukacyjne.  Dojrzewamy w Żaglach jako rodzina.

Zdobyłem lwa, albo … Lewandowskiego

Każda z dziesięciu cnót programu wychowawczego rozpisana na 6 prostych zadań, za spełnienie każdego zadania – naklejka, zadania realizowane w domu i w szkole – tak w największym skrócie wygląda projekt Chłopcy z charakterem, który został wprowadzony w klasach młodszych „Żagli”.  Dzieci w tym wieku są jeszcze na etapie myślenia konkretnego i dlatego otrzymują konkretne zdania (np. „wypełniam mój dyżur” lub „dbam o szkolny mundurek”), za którego realizację przewidziana jest konkretna nagroda. Uczniowie mogą w sumie zdobyć sześćdziesiąt naklejek pogrupowanych w różne kategorie, m.in.: sportowcy, królowie, rycerze, militaria, zwierzęta, samochody…

Plakat „Chłopcy z charakterem” wisi na lodówce w naszym domu i stał się jednym z elementów motywujących naszych chłopaków do pracy nad sobą – piszą pp. Anna i Łukasz. –  Plakat jest prosty w  formie a służy przecież bardzo poważnym tematom, stwarza konkretne okazje do ćwiczenia przez naszych synów porządku, czy pracowitości, automatycznie uruchamia dobrą rywalizację między braćmi, czy kolegami. Przykład z dnia wczorajszego:  Szymon, sześciolatek pijąc mleko w kubku, którego nie chciał dostać sam spontanicznie skomentował  – „piję w kubku, którego nie lubię, będę miał więcej męstwa i dostanę nalepkę”. …  Zatem system działa.

Szkoła relacji

Bardzo pozytywnie zaskakuje nas, że chłopcy znają się nie tylko na płaszczyźnie szkolnej, ale to poznanie obejmuje całe rodziny ich kolegów – pisze p. Izabella, mama Łukasza.– Chłopcy znają imiona sióstr i braci swoich kolegów, wiedzą, do której chodzą klasy czy grupy przedszkolnej. W ramach rodzinnej rozrywki często „planujemy” z naszym synem z czyim rodzeństwem będą chodzili do szkoły jego młodsi bracia czy siostra.

Pani Izabella zwraca uwagę, że w ten sposób chłopcy uczą się budować relacje i zwracać uwagę na innych, a nie tylko na siebie, co w dzisiejszym zindywidualizowanym świecie staje się cenną umiejętnością.

Smartfon dla ucznia?

Od jakiegoś czasu syn męczył nas o telefon komórkowy – mówią rodzice jednego z uczniów „Żagli”. – Obiektywnie widzieliśmy, że potrzebuje go w wielu codziennych sytuacjach. Odbyliśmy z nim szereg rozmów z synem wyjaśniając, że to taki koń trojański, którego wprowadzamy do jego pokoju. Pytaliśmy, co on na to, czy nie będzie dla niego zbyt trudne, nie sprawdzać poczty, skype, czy nie wchodzić na You Tube.  Stanęło na tym, że ostatecznie to będzie sprawdzian jego dojrzałości. Ustaliliśmy również, że jest to decyzja warunkowa. Jeśli okaże się, że my lub syn widzimy złe owoce, to siadamy do rozmowy i albo rezygnujemy z telefonu, albo zmieniamy model. Ustaliliśmy również, po powrocie do domu syn oddaje telefon, tzn. zostawia go w kuchni do czasu, kiedy nie skończy lekcji.

Po sfinalizowaniu umowy i wyborze smartfona wywiązała się ciekawa mailowa wymiana wśród rodziców naszej klasy. Pytali oni innych, co sądzą o kupowaniu telefonu dotykowego chłopcom. Wtedy okazało się, że nie do końca jest tak, jak słyszeliśmy: że wszyscy chłopcy mają i tylko nasz syn jest tym jednym biednym, którego rodzice są tacy…  Okazało się, że są chłopcy, którzy nie mają telefonów, albo mają klawiszowe, „stare Nokie”.  Pomyśleliśmy wtedy: szkoda, że kiedy podejmowaliśmy decyzję o telefonie dla syna nie zapytaliśmy innych rodziców. Nie byliśmy też tak mądrzy, żeby porozmawiać o tym z naszym opiekunem.  Za to on rozmawiał z naszym synem. Pewnego dnia syn wrócił ze szkoły i powiedział, że po rozmowie z opiekunem postanowił nie grać w gry na komórce, nie instalować ich i wyrzucić te, które już ma. Bardzo nam się to spodobało. Teraz ostatnio też po rozmowach z opiekunem odinstalował You Tube .

Jak dotąd widzimy, ze syn dobrze sobie radzi z właściwym używaniem telefonu, ale zdajemy sobie sprawę, że ta kwestia jest otwarta i musimy do niej wracać i weryfikować.